Pan Janek20 stycznia 2009
Na pewno zdarzają Wam się w firmach takie sytuacje, kiedy zadzwoni osoba, która niekoniecznie jest zainteresowana ofertą, natomiast za wszelką cenę chce przedstawić Wam swój jedynie mądry i prawdziwy punkt widzenia na sprawy dla tego świata/kraju ważne i ważniejsze. Najgorsze w takich przypadkach jest to, że nie można komuś takiemu przerwać ani „wejść w słowo”, głupio też rzucić słuchawką, bo znając życie, ktoś taki zadzwoni jeszcze raz i zacznie człowieka obrażać stekiem wyzwisk. Jeszcze gorzej, gdy dodzwoni się do naszego nadgorliwego szefa i o wszystkim mu powie, a szef niestety nie zrozumie, że „nie można było inaczej”. Dobrze by też było, jakby inni „prawdziwi” klienci cierpliwie czekali na swoją kolej, próbując się z Tobą połączyć i ciągle słysząc sygnał zajętości. Niestety nie czekają.
W ADSC telefon dzwoni kilkanaście razy dziennie, w sumie nic specjalnego, normalnie funkcjonująca szczecińska firma szkoleniowa, do której dzwonią klienci. Mnie niekiedy również zdarza się podnieść słuchawkę. Wczoraj właśnie był taki dzień. Godzina 11 odbieram telefon i jakież było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem głos… Pana Janka :).
Pana Janka, a raczej jego głos poznałem jakieś 3 lata temu w jednej z innych, szczecińskich firm. To był mój pierwszy dzień i pierwszy telefon od interesanta.
Pan Janek, człowiek z typowo lwowskim akcentem pytał się mnie, dlaczego Lech Wałęsa nie zapłacił podatku od nagrody Nobla i żądał, aby ten podatek zapłacił. (sic!) Mówił o tym chyba z dobrą godzinę. Niestety moja wiedza na temat kontaktu z tzw. trudnym klientem była ograniczona albo do przeczekiwania, albo do rzucenia słuchawką o widełki w ekstremalnych przypadkach. Nietrudno się domyślić jednak, że tak jak już wyżej opisałem następował call-back :). Takich telefonów od Pana Janka miałem podczas dwóch lat około 15, do tego moja koleżanka z pracy podobną ilość oraz biuro zlokalizowane naprzeciw też podobnie. Bo Pan Janek kończył rozmawiać ze mną i dzwonił do sympatycznego kolegi z biura obok.
No, ale wróćmy do wczorajszego dnia (opowieść w lekkim skrócie). Ja: Dzień dobry, szczecińska firma szkoleniowa ADS Consulting, szkolenia dla biznesu, w czym mogę pomóc?
Pan Janek: Dzień Dobry, a wie Pan co, jutro jest zaprzysiężenie Baracka Obamy i …(tu następuje swoistego rodzaju słowotok, którego już nie chce przytaczać). Myślałem normalnie, że śnię, czy ten człowiek obdzwania wszystkie firmy w Szczecinie? Nawet nie wyobrażam sobie, ile on wydaje, miesięcznie na telefon. Już miałem w przypływie desperacji rozłączyć rozmowę, bo Pan Janek zaczął ostro przeklinać, ale słuchawkę przejęła Gosia wiceprezes firmy:
- Dzień dobry, jestem po to, aby panu pomóc. Proszę opisać, co się stało.
Po chwili z ust Gosi padło następne zdanie: - Jeżeli nie zmieni pan formy wypowiedzi, będę zmuszona się rozłączyć.
A, że nie dostosował się do prośby: - Ponieważ nie zmienił pan formy wypowiedzi, jestem zmuszona się rozłączyć. Do widzenia.
Pewnie, szybko, kulturalnie. Tak jak w policji - pierwsze ostrzeżenie: “stój, bo strzelam”, drugie - strzał w powietrze, następnie - strzał w nogę. Nie zajęło jej to nawet minuty. Pan Janek już więcej wczoraj nie zadzwonił, szefostwo mówi, że nie był to był pierwszy telefon od takiego człowieka, ale pierwszy od Pana Janka
i że w takich przypadkach należy reagować natychmiast, ponieważ jeżeli za pierwszym razem nie ukróci się takiego kontaktu, to tacy ludzie będą dzwonić częściej, powodując zastój na łączach, co wiąże się niestety dla firmy ze stratami.
Jak się okazało Gosia zastosowała prostą technikę trzech kroków (te wypunktowane) i to wystarczyło na tego niewygodnego rozmówcę, jednakże jak to w życiu bywa, nieraz trzeba uciekać się do innych metod. O większości będzie mówiła nasza trenerka z Krakowa i powiem szczerze, że chyba sam wybiorę się na to szkolenie, by nie mieć już więcej problemów z „Panami Jankami”.
Komentarz od stary rep — 21 styczeń 2009 @ 00:49:52
Ciekawe, gorzej jak usługodawca w tym wypadku pracownicy ads muszą się wcielic w rolę Pana Janka, natręta chcąc sprzedać swoje usługi.
Uważam że, nie ma reguły czasami Pan Janek , to tylko sprytny klient który sprawdza jak radzimy sobie z zastrzeżeniami i taka rozmowa to tylko wstęp do negocjacji,zaznaczam że czasami, czasami trafi się perełka.
Trudny klient to najwierniejszy klient,wymagający i zmuszjący nas do tego zebyśmy ciągle byliświadomi co robimy. Uważam również że, przy dzisiejszym poziomie wiedzy handlowej na rynku to kazdy klient na swój sposób jest trudny i potrafi nas zaskoczyć.
Czasami sami musimy byc Panami Jankami bo konkurencja na rynku jest bardzo duza, a ludzie sa tylko ludzmi i nie zawsze szkoleniowe reguły sprawdzają
się w rzeczywistości, chociaż dobrze je znać
Powyższe uwagi to w żadnym wypadku nie jest zdanie sprzedawcy pracującego wg techniki na przyjaciela, to opinia handlowca, który przez 10 lat sprzedawał coś czego nie ma i nie można policzyć.
Komentarz od stary rep — 21 styczeń 2009 @ 01:00:48
dodam jeszcze że,
sprzedaż to gra ale wulgaryzmy i poniżanie nas przez drugą stronę to coś co całkowicie przekreśla tą idee i sens współpracyz takim klientem chociaż jest to zwykła technika manipulacji a w rzeczywistości rynkowej nikt nie da nam gwarancji że gracze będa uczciwi .
Komentarz od Iza — 19 luty 2009 @ 14:41:44
Miałam baaaardzo wielką przyjemność brać udział w szkoleniu, które prowadziła Sylwia
Technika “na przyjaciela” i “drabinkowa” pomogła mi załagodzić wiele sporów z trudnymi klientami i poprowadzić rozmowę tak, aby osoby po obu stronach słuchawki były choć w części zadowolone
Oczywiście nie jest to złota recepta na “Pana Janka”, ale bardzo pomaga.
Pozdrawiam.