Prawniczy off-topic09 stycznia 2009
Dzisiaj gościnnie bystry obserwator rzeczywistości prosto ze Szkocji Marcin Niewęgłowski
Dosyć trafnymi, lecz nie do końca obiektywnymi, przemyśleniami na temat relacji “pracownik versus pracodawca w sieci”, podzieliła się na początku grudnia Kim Pattullo - brytyjska ekspertka ds. prawa zatrudnienia. W artykule o groźno brzmiącym tytule “Przemyśl wpierw to, co chcesz umieścić”, który ukazał się na łamach szkockiego “The Press & Journal”, opisała ona szereg sytuacji, które wyjaśniają, czemu pracownicy powinni ważyć słowa w sieci. W szczególności jeżeli chodzi o firmę, w której pracują. Nie ma znaczenia, czy robią to akurat podczas godzin pracy, czy też po niej - w domowym zaciszu.
W celu zobrazowania tej, niestety mało znanej problematyki, Kim Pattullo podała kilka sytuacji. Związanych głównie z aktywnością pracobiorcy na popularnych portalach społecznościowych. Aby wszystko uściślić - Kim skupiła się głównie na incydentach, które miały miejsce na łamach, znanego głównie wśród studentów, internetowego serwisu Facebook. Podam dwa z kilku przez nią przytoczonych przykładów.
Pierwszy z nich dotyczył Virgin Atlantic - brytyjskiego przewoźnika lotniczego. Pewnego dnia wylał on
z pracy całą 13-osobową ekipę danego rejsu. Powód? Okazało się, iż umieścili oni w sieci obraźliwe wpisy na temat samych pasażerów. Ponadto załoga feralnego lotu poddawała w wątpliwość jakość maszyn tej firmy. Podobnie jak w życiu codziennym, tak i w sieci człowiek nie jest anonimowy. Można zlokalizować (po indywidualnym adresie IP), skąd kto pisał. I tak właśnie firma Virgin Atlantic zrobiła znajdując winnych owego “smarowania” w Internecie.
Jednakże problematyka nie dotyczy wyłącznie firm prywatnych. Nie lepiej aniżeli pracownicy Virgin Atlantic, skończyła pewna pielęgniarka. Podobnie, jak jej bardzo niepoważni poprzednicy od samolotów, chciała ona zaistnieć w sieci. No i zaistniała na chwilę. Na pewno na mniej aniżeli warholowskie 15 minut. Umieściła ona na łamach Facebook’a serię zdjęć w stroju topless. Nie było by zapewne sprawy, gdyby nie fakt, iż “strzeliła” sobie fotki po pierwsze podczas nocnej zmiany w szpitalu, po drugie w stroju służbowym, a po trzecie naprzeciwko śpiących pacjentów tej lecznicy. Musiała mocno zdziwić się, jak pewnego dnia dostarczono jej dyscyplinarne wypowiedzenie z pracy. Miała wreszcie pełno czasu, by pokazywać swoje wdzięki w sieci. Mimo średnio-ciekawej sytuacji w brytyjskiej służby zdrowia (zapewniam, że nie jest ona aż tak lepsza aniżeli ta w Polsce), to wewnętrzna komunikacja działa tam wręcz wzorcowo.
Wszystko niby ładnie objaśnione i przedstawione. Ale jak dla mnie problematyka została pokazana zbyt jednostronnie. Jakby to pracownicy byli zawsze winni zaistniałej sytuacji. Ale z tym problemem jest, jak
z kijem - ma dwa końce. Nie wątpię w to, że zdarzają się nierzetelni i nieutożsamiający się z daną firmą pracownicy, którzy w poczuciu bliżej nieokreślonej frustracji (niezadowolenia) będą przyprawiać gębę swojemu pracodawcy. Tylko że często takie problemy wynikają z braku dialogu oraz (wy)słuchania pracowników. Dodałbym, biorąc pod uwagę pierwszą sytuację, że wnioski powinny zostać wyciągnięte także w stosunku do działu rekrutacji oraz całego wężyka osób odpowiadających w Virgin Atlantic za przygotowanie personelu. Bo pojedyncza osoba - to można jeszcze jakoś, w miarę racjonalnie wytłumaczyć. Ale nie “zdegenerowaną” kilkunastoosobową załogę samolotu. Za dużo w tym wszystkim było skutków, a nie źródeł zaistniałych sytuacji.
Pattullo celnie mówi, że pracownik powinien jasno wiedzieć, jakie ma prawa i obowiązki; co może
a czego nie i jakie wynikają z tego konsekwencje. Nie powiedziała tylko o tym, że jak każde prawo, tak samo przepisy pracownicze powinny być pisane pod człowieka, a nie pod urzędnika (z całym szacunkiem dla ich pracy). Powinny być elastyczne, idące z “duchem czasu”. I już wiecie, skąd wzięły się w XIX wieku związki zawodowe ;).
Pingback od ADS Consulting » Blog Archive » PRAWNICZY OFF TOPIC a nasza-klasa — 13 styczeń 2009 @ 09:28:17
[...] Poprzedni wpis naszego korespondenta przypomniał mi bardzo podobne wydarzenia, które miały miejsce w naszym rodzimym kraju. Zacznę od chyba najbardziej kontrowersyjnego z udziałem sześciu oficerów Służby Kontrwywiadu Wojskowego, którzy ochraniali polskich żołnierzy podczas misji w Afganistanie. Zamieścili oni na społecznościowym portalu nasza-klasa.pl swoje zdjęcia z tejże misji, z bronią, w mundurach, a także w przebraniu. Osiągnęli oni oczywiście zamierzony efekt - wywołali podziw wśród swoich znajomych J, jednakże jednocześnie narazili na niebezpieczeństwo siebie oraz innych towarzyszy broni. [...]