Tetris, gry strategiczne i faceci-gracze, a ludzkie zdrowie

15 sty 2009

autor: marcin

Nauka potrafi czasami nieźle zaskoczyć. No i porządnie zamieszać w ludzkich głowach. I to dosłownie. Powiem więcej – dokładniej w mózgu. Czy spodziewalibyście się kiedyś, że w granie w gry komputerowe może być zbawienne dla tego ludzkiego procesora? Szczerzę nigdy bym się tego nie spodziewał. Nie wpadłbym na powiązanie tych dwóch światów ze sobą. Choć pamiętam, jak będąc w wieku wczesno-szkolnym (czasy wspaniałej podstawówki) dzięki grze strategicznej „Civilization” na Amigę 500, poznałem świat języka angielskiego; tego lekko technicznego także. No i wiem, że czas spędzony z tą kultową grą strategiczną nie poszedł na marne. Logiczne myślenie oraz posługiwanie się językiem obcym (a były to wczesne lata 90.) miałem zapewne o wiele bardziej rozwinięte aniżeli inne dzieci. Ale nie do tego zmierzam.

Czy z czymkolwiek kojarzy Wam się nazwa Tetris? Nie chodzi o polskiego rapera z Siematycz. Miałem na myśli kultową grę – produkt eksportowy Związku Radzieckiego z jego schyłkowego okresu. W rankingu najbardziej kultowych gier z serii „proste a genialne” może moim zdaniem ona równać się jedynie z kostką Rubika oraz wężem, którego można odnaleźć w każdym telefonie komórkowym. Właśnie tego Tetrisa pod lupę wzięła czwórka naukowców z University of Oxford. Udowodnili oni, że granie w tą prostą, acz niezwykle wciągającą grę logiczną może zniwelować efekty zespołu stresu pourazowego (PTSD). To zaburzenie lękowe pojawia się jako wynik ostrych i dramatycznych przeżyć u człowieka. Ostatnimi czasy najczęściej o PTSD mówiło się w kontekście żołnierzy wracających z Iraku. Efektem tego są tzw. „flashbacki”, czyli najogólniej mówiąc „zaszłe wspomnienia”, które człowiek ponownie boleśnie przeżywa. Gra w Tetrisa zmniejsza częstotliwość ich pojawiania się o ponad o połowę, co ilustruje wykres na blogu Charles’a Arthur’a z brytyjskiego „Guardian’a”, który opisał szerzej to doświadczenie. Jeżeli ktoś z Was byłby zainteresowany wszelkimi aspektami tych badań, odsyłam bezpośrednio na strony Public Library of Science.

Lecz to nie koniec rewelacji na płaszczyźnie gry komputerowe, psychologia a ludzkie zdrowie. Tym razem będzie o witalności oraz ogólniej kondycji człowieka. A szczególności ludzi w podeszłym wieku. Jak podał prawie miesiąc temu portal Psychorg.com, ludzi w wieku powyżej 60 lat powinno zainteresować się komputerowymi grami strategicznymi. W szczególności jeżeli mają na uwadze swój intelektualny stan. Gry strategiczne, a w szczególności te dziejące się w rzeczywistym czasie (zwane potocznie „RTS’ami”), pozwalają znacząco poprawić mentalny i poznawczy charakter u ludzi po 60stce. Profesor psychologii Arthur Kramer z University of Illinois – autor wieloletnich badań nad tą problematyką, dowodzi, iż dominacja „zadaniowości” w tego typu grach trenuje mózg ludzi w podeszłym wieku. Ten naukowiec z USA, który zbadał ludzi po 60tce podczas ich sesji w grę strategiczną „Rise of Nations”, podkreślił dwa aspekty swojego doświadczenia: zarządzanie i planowanie. To one mają największy wpływ na wyraźny postęp w kierowaniu własnym, codziennym życiem. Więc jeżeli macie problemy ze zrozumieniem swoich rodziców / dziadków, warto im kupić przy pierwszej, lepszej nadarzającej się okazji dobrej jakości peceta z jakimś wciągającym RTS’em. Dzięki temu nie zabraknie Wam tematów do rozmów z nimi.

A na koniec – ciekawostka, która tłumaczy, czemu faceci z taką lubością podchodzą do gier komputerowych. Jak zwykle wszystko siedzi w ich (moim także) mózgach. Profesor Allan Reiss z Stanford University udowadnia, że wszystko jest związane z faktem, iż gry komputerowe włączają u mężczyzny części mózgu odpowiadające za uzależnienie oraz stan bycia zwycięzcą. Dodaje on także to, że mózg obu płci w bardzo różny sposób podchodzi do tego typu czynności. Więc nie ma co chodzić z własnym chłopem lub chłopakiem do lekarza naturalnej medycyny lub hipnotyzera, aby tą „chorą” przypadłość mu wybił z głowy. Widać, że podobnie jak w przypadku piłkarskich meczów i wielu innych rzeczy, faceci czyli ja także – po prostu mamy to w krwi. Tacy jesteśmy. I jak ku nie wierzyć, że jesteśmy z Marsa, a kobiety z Wenus, co?

Brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz