Wyróżniaj się lub zgiń*22 stycznia 2009
Nie miałem pisać o marketingu, ale trzeba czasami zrobić wyjątek. Sorry Gosia i Iza, Iza i Gosia, ale to z informacyjnego obowiązku ;-). Działam w poczuciu wyższej kreatywnej konieczności. Nie będzie więc to nic z przeciętnej ligi. Coś ekstra, z polotem oraz z ubawą po pachy. Kto by pomyślał, żeby do przeprowadzenia niestandardowej akcji wykorzystać potencjał … dworca kolejowego? I to nie byle jakiego, bo londyńskiego Liverpool Street Station. W Szczecinie może by to nie przeszło, bo nie ma co ukrywać, iż za ładny on nie jest. Ale samo wydarzenie warto zapamiętać i opowiedzieć o nim swoim znajomym :-).
Na początku, ze względu na nazwę myślałem, że miejscem tego eventu jest jakiś dworzec z miasta Beatles’ów. Nie znam dokładnie nazw różnych brytyjskich stacji, stąd mój błąd. Ale polecam nie na tym skupić uwagę, a na samej akcji. Została ona przeprowadzona przez niemieckiego operatora komórkowego T-Mobile. Nie działa on w Polsce, więc nikt mnie nie posądzi o kryptoreklamę lub zaprzedanie duszy telefonicznemu diabłu ;). Dokładnie 15 stycznia o godzinie 11.00 londyński dworzec Liverpool Street Station został na kilka minut opanowany przez rozentuzjazmowany tłum ludzi, których z sekundy na sekundę przybywało. Efekt kuli śnieżnej zadziałał wzorcowo, co było zasługą dobrze dobranego muzycznego repertuaru, który w formie gatunkowego mashupu prezentował się co najmniej tak dobrze, że dobrowolnie porywał kolejnych ludzi do tańca. Efektem było to, że po dwóch minutach prawie cała podłoga parteru Liverpool Street Station była pełna rozbawionych osobników płci żeńskiej i męskiej. Zobaczcie sami, jak tam było gorąco i zabawnie:
Dzień po tym wydarzeniu film pojawił się na YouTube. Od momentu jego umieszczenia do chwili, której pisze ten post, oglądnęło go ponad 600 tysięcy ludzi. Ponad pół miliona odsłon wideo tego wydarzenia w nieco ponad tydzień. Zwróciłem uwagę na jeden istotny element. A w sumie - na dwa. Po pierwsze (mniej istotny) ludzie obserwujący ten event informują przez telefon swoich bliskich / przyjaciół o tym, co wyprawia się na Liverpool Street Station. Po części to także grupa docelowa T Mobile - nieświadomi, szeptani ambasadorzy tego niemieckiego operatora komórkowego. Druga rzecz (bardziej istotna) - ludzie robią zdjęcia, przeważnie przy użyciu osprzętu mobilnego, którego wyniki zapewne umieszczą na swoich profilach serwisów społecznościowych lub też do wśród swoich galerii na Flickr’u, Fmix czy w Picasie.
Jaki z tego wszystkiego płynie morał? Ano taki, że za każdym takim wydarzeniem specjalnym stoi niekonwencjonalny pomysł. Przyszłym specom od reklamy, coachingu, marketingu czy public relations powinno ostro zaszczepić tą powinność: działania i myślenia niekonwencjonalnego, a lateralnego. Nawet jeżeli ma to wyglądać, jak ostatnia (pseudo)społeczna reklama firmy Lego.
* nazwa wpisu zapożyczona od hasła polskiego bloga dotyczącego marketingu partyzanckiego
Brak komentarzy »
Nikt tego jeszcze nie skomentował.